alt

MÓJ NIEMIECKI

W tym rozdziale chciałabym podkreślić, jak wielki wpływ na moje życie wywarł język niemiecki. "Wychowałam się" na starych niemieckich książkach, jakich pełno było w każdym poniemieckim mieszkaniu, zasiedlonym po wojnie przez wrocławskich pionierów. Szczególnie zapadł mi w pamięć album słynnego rysownika i poety Wilhelma Buscha, składający się z zabawnych, komiksowych historyjek. Mam go zresztą do dziś.

W pierwszej klasie szkoły podstawowej rodzice posłali mnie na angielski, ale zbyt wymagająca i niesympatyczna nauczycielka skutecznie zniechęciła mnie do nauki tego języka. W piątej klasie postawiłam na swoim i przestałam chodzić na lekcje (czego zresztą dzisiaj bardzo żałuję). Były to czasy, kiedy nauka języków zachodnich rozpoczynała się dopiero w szkole średniej, na razie więc pilnie uczyłam się rosyjskiego i miałam w tym nawet niezłe osiągnięcia. Przez całe lata, nawet jeszcze jako młoda matka, korespondowałam z radzieckimi koleżankami z Krzywego Rogu, znad Bajkału, z Łotwy… Znajomość cyrylicy po latach okazała się dla mnie niezwykle ważna [LINK DO ROZDZIAŁU "MOJA UKRAINA"].

Język niemiecki zaczął się w liceum i trwał przez prawie całe studia. Dzięki niemu poznałam mojego obecnego męża Leszka, który od blisko trzydziestu lat jest dla mnie wielkim oparciem i ostoją. Spotkaliśmy się bowiem na wycieczce do Francji, która była nagrodą za punktowane miejsce w studenckiej olimpiadzie języków obcych. Pod koniec studiów udało mi się też pojechać w ramach wymiany międzyuczelnianej do Szwajcarii, gdzie zwiedzałam m.in. gospodarstwo ogrodnicze, wytwórnię serów i fabrykę maszyn rolniczych. Podczas pobytu w tym sielankowym kraju po raz pierwszy zobaczyłam niesamowite, majestatyczne Alpy, a na łąkach krowy zagranicznej rasy, z dzwonkami na szyjach. (W "Encyklopedji powszechnej" Samuela Orgelbranda z przełomu XIX i XX wieku pod hasłem „Wół” można przeczytać: "Krowa alpejska jest dumna ze swojego dzwonka i smuci się, gdy go jej odbierają"). Po drodze zwiedzaliśmy także Wiedeń – cudowne miasto z jedyną w swoim rodzaju atmosferą. Przez następne lata już samodzielnie zgłębiałam mowę Goethego i Schillera; uczestniczyłam tylko w rocznym kursie zorganizowanym przez Uniwersytet Wrocławski. Niestety, nigdy nie miałam okazji pomieszkać przez dłuższy czas w niemieckojęzycznym kraju, co na pewno wpłynęłoby pozytywnie na moje umiejętności czynnego porozumiewania się z Germanami. Dzięki biernej znajomości języka i fachowej terminologii mogę jednak tłumaczyć teksty, zwłaszcza z dziedziny nauk przyrodniczych i ogrodnictwa, co jest niezmiernie przydatne w mojej pracy zawodowej. Studiując dzieje rodzinnego miasta, które są również jedną z moich pasji, mogę korzystać z oryginalnych źródeł – chociażby XIX-wiecznej prasy czy dawnych przewodników po Wrocławiu.

Najważniejsi wszakże są w tym wszystkim ludzie, których poznałam i z którymi się zaprzyjaźniłam. Na pierwszym miejscu chciałabym wymienić Gabriele Pax, wnuczkę Ferdinanda Paxa, który był dyrektorem Ogrodu w latach 1893–1926, a córkę Ferdinanda Paxa juniora, zoologa, dawnego kustosza uniwersyteckiego Muzeum Zoologicznego. Znamy się od 1991 roku i odwiedzamy nawzajem. Zawarłam też znajomość z jej bratem Norbertem i jego żoną Werą. Rodzinie Paxów zawdzięczam bezcenne materiały do dziejów naszego Ogrodu.

Od wielu lat przyjaźnię się także z Margot Klemm i jej mężem Martinem z Calw koło Stuttgartu. Poznaliśmy się dzięki temu, że przyjechali do Wrocławia zbierać materiały do pracy doktorskiej Margot o Ferdinandzie Cohnie, wielkim XIX-wiecznym wrocławskim uczonym, nazywanym ojcem bakteriologii.

Pamiętnym dla mnie wydarzeniem była wizyta w Reichelsheim w Odenwaldzie, niedaleko Heidelbergu. Zaprosił mnie tam Horst Wendel, zamiłowany badacz dziejów tego regionu. Nieopodal miasteczka, na zamku Reichenberg, urodził się w 1776 roku Christian Gottfried Nees von Esenbeck, późniejszy wybitny botanik oraz działacz społeczny i polityczny, jeden z pierwszych niemieckich socjaldemokratów. Kierował on wrocławskim Ogrodem Botanicznym w latach 1830–1852. W 125. rocznicę jego urodzin odbyła się w Reichelsheim konferencja naukowa, w której miałam zaszczyt wziąć udział. Na zamku odsłonięto tablicę pamiątkową ku czci uczonego.

Kolejna uroczystość związana z osobą prof. Neesa von Esenbecka została zorganizowana 16 marca 2008 roku, dokładnie w 150. rocznicę śmierci uczonego. W Muzeum Regionalnym w Reichelsheim otwarto wystawę o jego życiu i działalności. W okolicznościowej konferencji wzięli udział m.in. prof. Wilhelm Barthlott, dyrektor Ogrodu Botanicznego w Bonn, oraz dr Johanna Bohley z Uniwersytetu w Berlinie, autorka biografii Neesa. W centralnym punkcie rodzinnej miejscowości profesora stanął kamień z tablicą pamiątkową, obok którego posadzono lipę.

Wśród moich niemieckich znajomych są również:

  • prof. Hans Walter Lack – rodowity wiedeńczyk, obecnie dyrektor Muzeum Botanicznego i Biblioteki w Berlinie-Dahlem;
  • dr Uta Monecke z Halle, pracująca w ramach długofalowego projektu Niemieckiej Akademii Przyrodników Leopoldiny (Deutsche Akademie der Naturforscher Leopoldina) nad edycją korespondencji Neesa von Esenbecka;
  • Birgit Fleischer, mieszkająca w małej miejscowości Zimpel między Zgorzelcem a Budziszynem, a zajmująca się inicjowaniem niemiecko-polsko-czeskiej współpracy transgranicznej na polu ochrony przyrody i zachowania różnorodności roślin użytkowych.

 

COPYRIGHT © Daniel Skarżyński 2008Sebastian Gąsior 2016